16 października 2013

Jesienny urlop

Jesienne wakacje spędziliśmy w rodzinnych stronach mojego męża- w Kotlinie Jeleniogórskiej. Okazało się, że mamy najlepszy wózek świata, który wjedzie czerwonym szlakiem na Chojnik i niebieskim na Łomniczankę, przejedzie po wertepach, błocie i zaoranym polu, po ulicach w remoncie i wszędzie leżących ostrych kamieniach (polecam Bugaboo, model Cameleon). Chusta też zdaje egzamin a świeże powietrze usypia dziecko na długie godziny!

Oprócz spacerów korzystaliśmy też z oferty dwóch basenów w okolicy. Pierwszy kontakt z basenem nasze dziecko miało w hotelu Gołębiewski w Karpaczu. Hotel jest koszmarkiem architektonicznym i obiecaliśmy sobie, że już więcej nie będziemy finansowo wspierać przedsiębiorcy, który bezczelnie zepsuł krajobraz tego zakątka gór. Zresztą nie tylko za to można go winić. W iście carringtonowych wnętrzach (na oko to taki ubogi krewny hotelu z Las Vegas) zmieścił się ogromny kompleks basenowy. Oferta jest nawet bogata, ale cena odstrasza. Otóż: za 1,5 godziny pobytu na basenie należy zapłacić 30 zł. Każde następne rozpoczęte pół godziny kosztuje 5 złotych. Dziecko weszło za darmo. Jak się człowiek chce wyszaleć i spróbować wszystkiego, to 1,5 godziny raczej mu nie starczy. Ale do wyboru są pachnące lasem sauny, łaźnia parowa, grota solna i lodowa, dwie zjeżdżalnie i kilka basenów, w tym dość ciepły brodzik dla maluchów. Obok znajduje się małe poletko z piaskiem (niby plaża) oraz kilka jacuzzi wypełnionych zdrowotnymi kąpielami. Siedziałam w jednej z nich przez kwadrans i było mi bardzo miło, szczególnie, że widać fragment górskich szczytów. Mimo, że akurat trafiliśmy na małą liczbę gości, to pogłos sprawiał, że miejsce to wydawało się bardzo głośne (jest to chyba typowe dla tego typu obiektów). Nasza córka była zadowolona, a brodzik okazał się tak płytki, że dosięgała nóżkami do dna, od którego mogła się odpychać. Po dwóch godzinach uznaliśmy jednak, że dość tego, zrobiliśmy się głodni i czmychnęliśmy w dolinę na obiad w Karpaczu (godna polecenie jest Trattoria "Mamma Mia" przy głównej ulicy). Minusy: cena, kiczowate wnętrza "na bogato" zestawione z informacjami "szatnia" itp wydrukowanymi straszną czcionką z Word'a, przylepione wszędzie, gdzie powinna się znaleźć jakaś tabliczka z informacją, detale we wnętrzu spartaczone (tu się popsuło, tam zardzewiało, tu zaoszczędzili,o! i tam też), nie wszystkie atrakcje działały. Plusy: różne rodzaje zapachów w saunach, przyjemne kąpiele prozdrowotne w jacuzzi, widok (połowicznie, bo niestety część widoku z okna to szyby wentylacyjne jakiejś kotłowni lub parkingu i inne murki).

Kilka dni później, dla kontrastu, postanowiliśmy się wybrać do Wellness SPA w hotelu Pałac Staniszów. Uprzedzono nas, że w strefie wellness obowiązuje cisza i na szczęście się okazało, że wokalizy naszego dziecka nikomu nie przeszkadzały, bo przez dłuższy czas nikogo z nami nie było. Spa jest niezwykle przyjemnym miejscem. W basenie wyodrębniono płytsze miejsce, ale ponieważ uzbroiliśmy dziecko w kółko do pływania, to poruszaliśmy się po całym basenie, co sprawiało jej ogromną frajdę. Również jacuzzi okazało się być dla niej fajną rozrywką, więc i my mogliśmy połączyć przyjemne z pożytecznym :) Wokół basenu jest sporo miejsca z łóżkami o wygodnych materacach, małymi stolikami oraz biblioteczką pełną książek w kilku językach. Minusy zauważyliśmy trzy: cena (50 zł za cały dzień), sauna czynna dopiero od 16:00, nie można zamówić jedzenia z restauracji na basen. Tylko dziecko było zaopatrzone w obiad, więc bardzo głodni musieliśmy wyjść do hotelowej restauracji późnym popołudniem i już nie mieliśmy siły wracać. Z plusów mogę wymienić: kominek przy basenie, liczne przeszklenia, dzięki czemu można było obserwować przypałacowy park, mieniący się odcieniami zieleni i czerwieni, tropikalną atmosferę i przyjemny zapach oraz bardzo ładne wnętrza w ogóle. Sam pałac zasługuje na wizytę, a w restauracji ani razu się nie zawiedliśmy. Nie mają w menu nic dla niemowlaków, niestety brakuje też przewijaka, ale w damskiej toalecie są bardzo szerokie parapety, gdzie można położyć dziecko i zmienić pieluchę. Restauracja dysponuje wysokim fotelikiem do karmienia.

Podsumowując: Gołębiewski - z niemowlakiem i z powodów ideologicznych- nie! Staniszów - tak! Dla ciut starszych dzieci jednak Gołębiewski byłby lepszy (kąpiele ziołowe są dostępne dla dzieci od lat 3, zjeżdżalnie itp też dla starszych) no i można dzieciom zezwolić na harce, hałasy i swawole. Do SPA w Staniszowie rozbrykanych maluchów raczej bym nie wzięła, chyba, że jesteśmy odporni na gromiące spojrzenia niemieckich turystów i zdyscyplinowanej obsługi.
Spa wygrało u mnie także z powodu przyjemnych zabiegów kosmetycznych i tego, że na dwie godziny opuściłam moją rodzinę i owinięta w ręcznik spędziłam czas przy relaksującej muzyce z maseczką na twarzy :) Czy to w takim razie można jeszcze nazwać wyjściem na basen z dzieckiem? ;) Hmmm, z  mojej perspektywy ...




 Napisała Majola

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz